I znów słoneczna pogoda powróciła do naszego pięknego Faro.
Z tejże okazji, człowiek nabiera w płuca powietrza i staje się natchnionym bardziej niż zazwyczaj, i w konsekwencji czego, przypomina sobie o tym blogu, ostatnimi czasy dość zaniedbanym.
Wybaczcie, ale... jesteśmy tak pełne myśli (tych niespokojnych również), iż zapominamy o tym gdzie jesteśmy, z kim i dlaczego. Napełnione wspomieniami po brzegi czekamy, aż nasze serca, powrócą na swoje miejsca, ou seja, do przestrzeni w której czujemy się pewniej i bezpieczniej, tj. do domu...
*********************************************************************************************************************************
Zanim to jednak nastąpi, staramy się cieszyć każdym dniem, STARAMY się nie wegetować jak nerdy całymi dniami na fejsbuku, STARAMY się czytać, rozmawiać, i otaczać się towarzystem, co jednak ostatnimi czasy nie jest prostym i przyjemnym zadaniem. Musicie bowiem wiedzieć, że natura Faro, pięknego Faro, jest przekorna. Porównać je bowiem można z uroczą wsią, gdzie wszyscy wszystkich znają i "kochają". Pół roku na Erasmusie wydawać się może niczym, z punktu widzenia czasu. Lecz jeśli analizować to od strony kontaktów z ludzmi, zaręczamy iż po pewnym czasie można odrzuć coś o wielej bardziej intensywnego niż przysłowiowy PRZESYT. Na każdym rogu znajome twarze, te mniej lub bardziej tolerowane, ktorym jednak wypada się kłaniać i pytać TUDO BEM? tudzież w wersji brazylijskiej TUDO BOM? I nieważne, że nikt tak naprawdę nie chce usłyszeć odpowiedzi. Trzeba zapytać żeby być miłym i uprzejmym. Trzeba. Hmm... no chyba, że jest to urodziwa Francuzka, która delikatnie mówiąc, nie przepada za naszym towarzystem. Wtedy trzeba zachować zimną krew. Bardzo zimną. Ale nie o tym chciałam tutaj pisać, aby nazbyt sarkastycznym nie wypaść.
Wróćmy więc do tematu, jakim dziś PIĘKNE FARO jest.
swoje prawdziwe oblicze, wyłaniając zza gałązek napiękniejsze kolory świata. Fioletowo-niebieskie drzewa dominują. Spacerując alejkami czuć również zapach slodkich lillii (nie mylić z francuską nie-słodką Lilii). Wszystko zatopione jest w rześkim zapachu oceanu, który wiatr niesie prosto z farowskiej plaży. Wiatr ten, pomimo odczuwalnego gorącego powietrza, pozwala oddychać i daje swoistego rodzaju ukojenie, w szczególności podczas wieczornych spacerów. W dzień zaś, nie pozostaje nic innego, jak zatopić się w cieple promieni, które potrafią wnikać głęboko pod skórę (lekko spaloną już skórę). Czekamy zatem jak jaszczurki, na te gorące dni, by zapominając o calym "bożym świecie" , wylegiwać się i smażyć na piaszczystej plaży.
Dzielimy się zatem z Wami kilkoma obrazami obecnego Faro, szczęśliwie nie zaatakowanego jeszcze przez plagę turystów (prawdopodobnie z powodu ostatnich niezrozumiałych chłodów), życząc przy tym wszystkim dużo szczęścia podczas nadchodzących egzaminów!
I wiedzcie, że Faro jest przepiękne, niezmiennie, od zawsze, lecz... prawda jest taka iż... tak, chcemy już wracać do domu.
No hay comentarios:
Publicar un comentario